„Rocky” – amerykański sen (ocena 9/10)

Rocky” – reżyseria John G. Avildsen
Zarówno historia przedstawiona w filmie, jak okoliczności jego powstania i ponadczasowa sława w panteonie dzieł filmowych to dowód, że każdy może wybić się ponadprzeciętność.

Rocky Balbo, włoski emigrant z Filadelfii, przeciętny amatorski bokser, ściągający drobne długi dla podejrzanego osobnika, marzący o miłości do skromnej, nieśmiałej i mało atrakcyjnej sprzedawczyni ze sklepu zoologicznego, trzymający w domu żółwie, dostaje niespodziewanie szanse walki o tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej.

Po tych wszystkich kontynuacjach, ale i sławie jaką zyskała seria o amatorskim bokserze i kariera pomysłodawcy – Sylwestra Stallone (chwilę później przyszło nie mniej kultowe „Rambo”) aż trudno uwierzyć jak kameralnym, i wcale nie o boksie, a o miłości – filmem jest „Rocky” – produkcja już sprzed blisko pół wieku. To film o ludziach przeciętnym, po części wykluczonych, znajdujących się na granicy pomiędzy normalną egzystencją a patologią. A jednak pokłady człowieczeństwa jakie się w nich wyzwalają, poprzez ambicję i chęć zaistnienia mogą sprawić cuda. Motywem do działania nie jest jednak sława, czy nawet sukces sportowy, ale chęć normalnego, rodzinnego życia, realizacji miłości. W tym filmie rozwija się nie tylko główny bohater, ale także jego nieśmiała ukochana. Scena randki jest w sumie dłuższa od finałowej sceny bokserskiej, co pokazuje w jaki sposób ten film buduje klimat. I to jest tajemnicą sukcesu i sprawia, że po latach ogląda się go z rozrzewnieniem. Może jest to historia mało prawdopodobna, ckliwa i cukierkowa (w końcu bokser o miękkim sercu?), ale czyż nie takie powinny się pojawiać w kinie?
„Rocky” to projekt autorski Sylwestra Stallone, który wówczas w środowisku autorskim znaczył tyle co jego bohater w bokserskim. Sława i popularność jaka go czeka potoczy się równolegle do popularności serii. Co prawda Stallone ukrywa się tylko pod scenariuszem, a reżyserię oddał komu innemu, ale wiadomo, że to on decydował o wszystkim na planie. I pomimo niskiego budżetu film jest dopracowany także realizacyjnie. Finałowa scena bokserska wygląda emocjonująca, chociaż nie zaangażowano dublerów i sztuczek realizacyjnych. Jak się ogląda współczesne sceny pojedynków bokserskich to wcale nie są bardziej wiarygodne.
„Rocky” trafił w dobry okres lat 70-tych, gdy doceniano solidne kino. I dlatego może się szczycić nagrodą oscarową, wówczas bardzo niespodziewaną. A z perspektywy lat jakże słuszną.
W czasach koronawirusowego przymusowego siedzenia w domu obejrzenie tego filmu na państwowej, dofinansowanej 2 mld zł, telewizji było jak największą przyjemnością, a przede wszystkim przypomnieniem sobie fenomenu kina kameralnego.

Zalety:
+ scenariusz
+ klimat
+ historia miłosna
+ kulminacja w walce finałowej
+ optymistyczne przesłanie
+ motyw muzyczny
+ Stallone
+ montaż
Wady:
– cukierkowate
– mało wiarygodne
– przewidywalne

Zwiastun:

produkcja: USA
rok: 1976
premiera światowa: 20 listopada 1976
gatunek: dramat
  • reżyseria: John G. Avildsen
  • scenariusz: Sylwester Stallone
  • zdjęcia: James Crabe
  • scenografia: Ray Molyneaux
  • montaż: Scott Conrad, Richard Halsey
  • obsada: Sylwester Stallone, Talia Shire, Burt Young, Carl Weathers, Burgess Meredith

Jak podobała Ci się ta recenzja?

Kliknij i oceń

Średniaocena 0 / 5. Ocena: 0

Bądź pierwszy i zagłosuj

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *