„Zjawa” – oscarowa wydmuszka (ocena 4/10)

Film „Zjawa”. Produkcja typowo
oscarowa, zapewne wielki zwycięzca lutowej gali (no chyba, że decydenci
odzyskają rozum, który stracili lata temu). Więc żartów nie ma.

Obowiązkowo ponad 2 godziny filmu. I wielka szansa dla Leonardo DiCaprio – faktycznie wielokrotnie krzywdzonego w poprzednich latach (to à propos tego rozumu decydentów).
Pójdziemy więc w recenzji wzorem Kolegi Kierownika ze skeczów Jacka Fedorowicza i wypunktujemy plusy dodatnie i plusy ujemne …
Plusy Dodatnie
  1. Zdjęcia.
    Maestria, rewelacja, mistrzostwo świata. Oglądanie tych wszystkich
    pejzażyków, zbliżeń, scen bitewnych to zapewne rozkosz dla znawców
    tematu. Czy dla widzów to inny temat, ale jesteśmy w kategorii plusów
    dodatnich …
  2. Dźwięk.
    Dla mnie to najlepiej udźwiękowiony film w historii kina. Jeżeli zespół
    Frank A. Montaño, Jon Taylor, Randy Thom, Chris Duesterdiek nie
    dostanie Oscara to będzie to największy skandal od … Oscarów 2014 roku.
  3. Tom Hardy.
    Też bym mu dał Oscara, bo ratował aktorsko ten film. Jedyna postać
    zagrana z krwi i z kości. Widać jego determinację, motywacje. Jak dla
    mnie koncert aktorski. Trzyma Zjawę (tak w ogóle to polski tytuł to
    chyba do plusów ujemnych się kwalifikuje) w ryzach. Szkoda że
    praktycznie tylko on.
  4. Wiarygodność.
    To plus fabuły. Głosy że faktycznie „tak było” są bezapelacyjnie
    słuszne. Faktycznie tak było i ten film pokazuje wydarzenia, które mogły
    się wydarzyć. Aczkolwiek duży znak zapytania czy mogły mieć dokładnie
    takie same konsekwencje. Faktem jednak i zaletą filmu jest wierne
    oddanie klimatu tamtych czasów (zresztą nie tylko tamtych, spokojnie
    można to przenieść na grunt europejski, a nawet polski – jak ktoś sobie
    myśli że wśród polskiej szlachty nie było takich cwaniaczków jak postać
    grana przez T. Hardy to jest mocno naiwny)
  5. Przetrwanie.
    To dla mnie największy plus filmu. To historia umiłowania życia,
    przetrwania za wszelką cenę. Ponadczasowa i możliwa do implementacji dla
    współczesnego widza.
  6. Niedźwiedź.
    Wielokrotnie postulowałem nagrodę za najlepszą role zwierzęcą. Wiem, że
    to komputerowo, ale ten misiek ugrał Oscara bez dwóch zdań.
I to koniec recenzji
dla tych, których ten film zachwycił. I dla tych, którzy się na niego
wybierają, bo szkoda żeby się zniechęcili – w końcu w lutym będzie tyle
nagród … – a tutaj Ogień się do czegoś czepił.
Plusy ujemne
  1. Długość.
    Gdyby Leonardo (a powinien) zginął w pierwszej scenie to mielibyśmy
    perfekcyjną etiudę. Gdyby zginął zabity przez misia (a powinien) to
    mielibyśmy najlepszy w historii kina film krótkometrażowy. Gdyby zmarł w
    trakcie transportu to mielibyśmy solidny western. Gdyby uratował się,
    mimo pozostawienia go przez kumpli, to mielibyśmy przeciętny film
    science-fiction. Ale nie …, to musiał być film oscarowy i jeszcze
    dołożyli pół godziny absurdalnej zemsty człowieka, który powinien
    miesiąc spędzić w łóżku pod opieką uroczych pielęgniarek. Taki Tarantino robi filmy trzygodzinne i ani razu widz się nie zastanawia kiedy koniec, żałuje po ostatniej scenie że: „to już”. W Zjawie co najmniej dziesięciokrotnie film aż prosi się o skończenie. Ale twórcy nie mają litości. Te 153 minuty to podstawowy zarzut dla Zjawy.
  2. Okropieństwo.
    Jako fan wszystkich części Piły i innych tego typu produkcji, nie
    kupuję tego. Wiem że tak było (patrz plusy dodatnie pkt 4), ale jest coś
    takiego w sztuce filmowej – jak cięcie. Widz i tak się domyśli co było dalej. Naprawdę nie wszystko trzeba tak dosłownie pokazywać. Chyba że jedynym celem są Oscary.
  3. Rachunek prawdopodobieństwa.
    Przed zatwierdzeniem scenariusza zaprowadziłbym autora do pobliskiego
    zoo i wpuściłbym go do klatki z niedźwiedziem. Przeżyje stopę misia na
    głowie to scenariusz jest OK (mimo że w kolejnych sekwencjach też można
    mieć pewne wątpliwości).
  4. Leonardo DiCaprio.
    Jak chce się zdeprecjonować czyjąś rolę to rzuca się hasło „zagrał na
    jednej minie”. W przypadku tego filmu tak się nie da, bo Leonardo nie
    grał nawet na minie, on grał  na jednych oczach. Faktem niezaprzeczalnym
    jest, że LdC został wielokrotnie skrzywdzony i brak najważniejszej
    nagrody filmowej dla niego jest skandalem. Ale że dostanie za najsłabszą
    rolę w swojej karierze to też jest trochę jak to mówi młodzież „nie
    hallo”. Pierwszy lepszy bezdomny z Dworca Centralnego zagrałby ta rolę
    porównywalnie, jeśli nie lepiej. Fanom Leonardo wspomnę że niestety nie
    jest tak że ich ulubieniec nocował w wykopanym dla niego grobie, albo w
    środku zabitego konia. To fikcja. Przywieźli go na takie sceny, a on
    tylko świecił oczkami.
Oscary
Dałbym
Oscara za zdjęcia, dałbym za dźwięk. Dałbym Hardemu. Dałbym dla
świętego spokoju DiCaprio (bo aż strach pomyśleć co zagra w tym roku jak
nie dostanie). Samemu filmowi też bym dał, bo są niestety w głównej
kategorii co najmniej dwa gorsze obrazy. Dużo gorsze ….

Jak podobała Ci się ta recenzja?

Kliknij i oceń

Średniaocena 0 / 5. Ocena: 0

Bądź pierwszy i zagłosuj

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *