„Tajemnice Manhattanu” – historia o koniu (ocena 7/10)

Film jest oparty na powieści Colina Harrisona. Przeczytanie jej przed obejrzeniem dzieła Briana DeCubellisa z pewnością zepsuje zabawę, i nie pozwoli na emocjonowanie się akcją. Ale podobno książką też jest dobra: TUTAJ


Fabuła

Główny bohater – dziennikarz, reporter, autor rubryki w gazecie
opisującej wypadki i tragedie – od pierwszego zdania wzbudza moją
sympatię. Zdaje sobie bowiem sprawę, że zawód dziennikarza odchodzi w
zapomnienie, i pierwszy z brzegu dzieciak jest w stanie nakręcić filmik,
czy napisać coś ciekawego w internecie. Poznajemy go w trudnym
momencie, gazetę bowiem przejmuje nowy właściciel, który nawet nie raczy
wymienić zdania z dotychczasową gwiazdą redakcji. Nawet sensacyjny
materiał o poświęceniu ojca i uratowaniu dziecka przy spadku z dużej
wysokości może nie wystarczyć. Ale to co najciekawsze dopiero przed nim.


Realizacja
Są filmy, przy których krytyk powinien zamilknąć. W Tajemnicach Manhattanu
praktycznie nie ma do czego się przyczepić. Fabuła jest wciągająca i
znakomicie opowiedziana: w odpowiednim tempie, trzymając napięcie, bez
niepotrzebnych zwrotów akcji, ale ze stopniowym odkrywaniem prawdy. Od
pierwszej do ostatniej minuty dowiadujemy się nowych okoliczności, i co
rusz jesteśmy zaskakiwani.
Realizacja
jest znakomita: zdjęcia są stonowane i dopasowane do osobowości
bohatera, montaż jest idealny, do tego dochodzi muzyka – która nie
przeszkadza, a buduje niepostrzeżenie nastrój.
Aktorzy
Aktorzy nie są tutaj w zasadzie aktorami. To prawdziwe postacie. Jesteśmy w stanie uwierzyć, że Adrien Brody faktycznie jest reporterem, jego żona lekarką, a Yvonne Strahovski
nieszczęśliwą wdową. Strahovski prezentuje się zresztą tutaj nad wyraz
kobieco (szkoda że tak mało zdjęć jest z tego filmu w sieci).
Recenzje
Mocno się zdziwiłem jak przeczytałem negatywne opinie o tym filmie internautów.
No cóż – może Yvonne mnie zbytnio zauroczyła.

Recenzji
„czytanych” jest więcej, wklejam bo nikt nie zachwycił się tym filmem
tak jak ja, więc warto też otworzyć się na inne spojrzenia:
TUTAJ z podłożem seksualnym (nie dziwię się – sceny erotyczne z tego filmu mogą zakryć nawet kryminalne zagadki)
TUTAJ trochę krytycznie, ale bez konkretnych argumentów (no ale czego oczekiwać od Onetu)
TUTAJ lustrzane odbicie moich odczuć (no ale czego spodziewać się po Interii)
no i do jakiego wniosku przy okazji „lektury” tego filmu dochodzimy? Ano do takiego, że znowu najbliżej mi do Gazety Wyborczej
Oczywiście jest jeszcze dużo lepsza TUTAJ

Jak podobała Ci się ta recenzja?

Kliknij i oceń

Średniaocena 0 / 5. Ocena: 0

Bądź pierwszy i zagłosuj

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *