Nigdy nie przepadałem za twórczością Wernera Herzoga, ani fabularną, ani dokumentalną.
Ale tym razem tematem miał być internet. Więc trudno było zepsuć.
A jednak się udało.
Nie na temat
Zaczyna się bardzo dobrze, od ukazania miejsca gdzie powstał internet. Pierwsza informacja przesłana pomiędzy dwoma komputerami to miało być słowo „log”, ale przy g zawiesił się komputer odbiorcy i zostało samo „lo”.
I to byłoby prawie tyle jeśli chodzi o internet w tym filmie. Herzog najpierw irytuje sceną z jakimś trudnym (nawet dla mnie) wzorem matematycznym, a potem oddaje głos chyba każdemu kogo spotkał jeżdżąc po świecie.
Główne tematy w tym filmie to:
a) robotyka, w tym samo jeżdżące samochody, roboty grające w piłkę
b) kosmologia
Internet na chwilę pojawia się przy rozdziale o zagrożeniach, w skrajnym przykładzie rodziny, której córka zginęła w wypadku, a jej odciętą głowę ktoś wrzucił do sieci. Fakt że olbrzymia tragedia dla rodziny, ale trochę ekstremalny przykład.
Przez moment jeszcze jest nadzieja, jak Herzog „wchodzi” na temat ludzi uzależnionych od gry na komputerze. Ale to wszystko trwa kilka minut. Za chwilę znowu rozkminki o jakieś antenie satelitarnej zakłócanej przez mikrofalówki itp.
Ciekawostki
Tego oczekiwałem od tego filmu, ale jest ich niewiele. Najciekawsza informacja to o tym, że podobno w przypadku zagłady istnieje grupa ludzi odpowiedzialna za szybkie wydrukowanie całej wikipedii.
Gadające głowy
To najczęstszy feler filmów dokumentalnych, ale niektórzy próbują się jakoś bronić. Przynajmniej ciekawą realizacją, pokazywaniem na ekranie czegoś innego niż gatki-szmatki (polecam chociażby rewelacyjny dokument „Cały ten cukier„). Niestety Herzog idzie po bandzie, i tak na cały film 90% jest wywiadów. Może i czasami są one ciekawe (oczywiście poza tym że głownie nie są o internecie), to jednak muszą finalnie znużyć.
Na końcu na chwilę wracamy do Internetu. Ciekawy wątek o tweetujących mnichach. I tyle. Żenada.
