„Żywioł. Deepwater Horizon” – Purple Rain (ocena 6/10)

Deszczowy poniedziałek w Warszawie.

Już kilka razy udało się zmoknąć.
Wyprawa do kina miała gwarantować wyschnięcie.
Tym czasem seans filmu o wybuchu platformy wiertniczej (w kwietniu 2010!!!) w sali 4DX to kolejna dawka wody. I tak dobrze, że nie lali ropą naftową.

Wprowadzenie
Jak w każdym dobrym filmie katastroficznym na początku należy przedstawić bohaterów. Rozpoczynamy wiec na stałym lądzie, gdzie bohater budzi się o boku żony w seksownych majtkach, obiecuje córce prezent z wyprawy, a bohaterka siłuje się z przestarzałym silnikiem samochodu. Wszyscy wyruszają do pracy na platformę wiertniczą. Już lot helikopter znamionuje kłopoty – uderzenie w mewę jest nieprzyjemne. Pracownicy są przesądni. Najgorszy jest kolor fioletowy – oznaczają alarm najwyższe stopnia. Pracownik BP, który ubrał krawat tego koloru jest strofowany jeszcze przed wylotem.

Szczegóły techniczne
Na platformie od razu widać, że jest jak w polskiej Platformie Obywatelskiej, czyli … stan jest opłakany. A właściciel odbiera nagrodę za … brak wypadków. Dla przedstawicieli koncernu BP eksploatującego ropę najważniejsze jest ograniczenie kosztów. czyli tyka bomba zegarowa. Film bardzo szczegółowo wchodzi w kwestie techniczne. Dla polskiego widza może to być trochę nużące, ale w USA geneza tej katastrofy była bardzo szczegółowo analizowana.

Efekty specjalne i 4DX
Nie wiem jak w normalnym kinie, ale w sali 4DX sceny samego wybuchu są imponujące. Pierwszy raz z czystym sumieniem mogę polecić wydanie 41 zł na film w tej sali. Widać, że efekty specjalne były oczkiem w głowie twórców filmu i wyszło bardzo realistycznie i niezwykle emocjonująco. wybuch i akcja ratunkowa to clue tego filmu.

Aktorstwo
Udało się zebrać całkiem dobrą grupę aktorów, jak na film oparty przede wszystkim na akcji i efektach specjalnych. Uatrakcyjniają oni przede wszystkim pierwsza część filmu, a crème de la crème to „negatywna” rola Johna Malkovicha – miałem nosa że nigdy nie tankowałem na stacji BP.

Podsumowanie
Miałem poważne obawy co do tego filmu, ale to kawał emocjonującego kina, a już w Arkadii czujemy się jak na samej platformie. Wiertniczej rzecz jasna. Na plus filmu też – niepopularny w Hollywood – motyw modlitwy po tragedii. Ukazywania uczuć religijnych jak wiadomo kino unika, ale Peter Berg nie bał się pokazać, że w takich chwilach naturalnym odruchem jest modlitwa.

Jak podobała Ci się ta recenzja?

Kliknij i oceń

Średniaocena 0 / 5. Ocena: 0

Bądź pierwszy i zagłosuj

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *