Z tym filmem jest tak samo jak słuchaniem Mozila. Teoretycznie powinno być niestrawne, ale jednak sprawia przyjemność.
Film reżysera Klanu to takie pomieszanie komedii, paradokumentu, ale nawet odrobinę kina społecznego. Oczywiście warsztatowo to można biadolić na wiele rzeczy, ale faktem jest także to, że ogląda się to całkiem przyjemnie.
Depresja muzyka
Co prawda na początku filmu Czesław jeszcze normalnie koncertuje i wznosi się na szczyt swojej kariery (mimo że grywa dla stoczniowców w Świnoujściu), ale powoli widać jego problemy. Początkowo idzie „w tango” i kultywuje dziwne zwyczaje (podróż w skrzyni po instrumentach), ale z czasem zarówno w życiu prywatnym (związek z dziewczyną), jak i zawodowym chyli się ku upadkowi (przynajmniej w ocenie postronnego obserwatora). Mozil ląduje wśród meneli, gdzie jest mu najwyraźniej całkiem dobrze i nie oczekuje żadnej pomocy światka artystycznego (chociaż ono oferuje takową).
Stoczniowcy
Równolegle mamy do czynienia z tematem poważnym, ale potraktowanym z przymrużeniem oka. Otóż w stoczni w Świnoujściu dochodzi do redukcji personelu, co dotyka także dwóch mało rozgarniętych bohaterów filmu. Oczywiście poszukiwanie nowego zajęcia idzie jak po grudzie i panowie na razie pomagają co najwyżej w zakładzie fryzjerskim, ale jeden pomysł się pojawia. A ma w tym pomóc Czesław, którego nasi bohaterowie całkiem przypadku uratowali po jednym z koncertów.
Mockument
Zdecydowanie wyróżnia się i jest autentycznie dowcipne wykorzystanie formy mockumentu. Autentyczności dodaje zaangażowanie osób powszechnie znanych i uznawanych za wiarygodne jak: Krzysztofa Maternę, Karolinę Korwin-Piotrowską, Edwarda Miszczaka, Adama Darskiego Nergala. Szczególnie ten ostatni wciąga się w rolę i jest naprawdę rewelacyjny, już dla niego warto udać się do kina na ten film. A na deser są jeszcze duńscy muzycy, którzy poszukują Czesława zrozpaczeni jego odejściem z zespołu.
Recenzje i frekwencja
Recenzje są słabe, frekwencja też (kilka osób w niedzielne popołudnie w popularnym kinie na Ursynowie). Film może zostać uznany za jeden z najgorszym w polskim kinie, ale będzie to mocno niesprawiedliwe:
-
Ewidentnie jeden z najgorszych polskich filmów roku (Joanna Ostrowska z Interii)
-
Fantastyczny przykład na to, że dobre inspiracje i być może jeszcze lepsze chęci i aspiracje nie wystarczają aby powstał dobry film
-
Złożony ze stereotypów, który nie wie, czy chce być prostą komedią czy inteligentną rozrywką z zakusami na sparodiowanie pewnych zjawisk. I właśnie na gruncie scenariuszowym ta historia poległa.
-
Jest pewnego rodzaju eksperymentem niespotykanym do tej pory w naszym kinie. Eksperymentem, który nie do końca się udał, ale nie można mu odmówić pewnej dozy uroku
