Skrzyżowanie dramatu psychologicznego, filmu szpiegowskiego i thrillera. Za dużo tego na raz.
Najlepszy jest początek. Księgowy dostaje od szefa zadanie na jutro. Całą noc siedzi w biurze popijając whisky (ważny fakt) i szuka dokumentów. Próbuje dzwonić do kolegów, ale ostatecznie musi sam ogarnąć bałagan – finalnie ustawiając długi rząd segregatorów.
To picie mu jednak wychodzi bokiem – traci pracę i chodzi na terapię. W pewnym momencie dostaje jednak zagadkowe zajęcie. Pracuje sam, w ściśle określonych godzinach przepisując podsłuchane rozmowy. Taki klimatyczny „Dzień Świstaka”. Wiadomo jednak, że w końcu usłyszy coś, co wpłynie na jego życie.
I w tym momencie cały film się wali. Reżyser Thomas Kruithof zupełnie nie potrafi sobie poradzić w konwencji kina szpiegowskiego. Mnoży absurdalne posunięcia i sytuacje. Film zamiast dynamiczny robi się senny. Można spokojnie przespać jego druga połowę. I ciekawe zdjęcia oraz dopracowana główna rola Francois Cluzet – zostają zmarnowane.
Film zagościł na polskich ekranach na dwa tygodnie – i to niech będzie podsumowaniem jego wartości. Recenzje przeciętne TUTAJ.
Zwiastun:
