„Nie lubię niedokończonych filmów” – zwierza się bohater i raczy nas jeszcze drugą godziną.
Dzieło wyłącznie dla fanów festiwalu Nowe Horyzonty. I dla krytyków LINK.
Miszmasz paradokumentalnych scen łączących przeżycia bohatera (choroba matki, poszukiwanie mieszkania) i miasta (protesty, ruiny). Zrealizowany nielinearnie, męczący, bez dialogów, z długimi ujęciami, czyli w standardach kina „ambitnego”. Jakaż ulga, jak to się kończy.
Zwiastun:
