„Sonia” – borsuki (ocena 2/10)

Już sam fakt, że film o klimacie bożonarodzeniowym wchodzi na ekranu przed Wielkanocą dużo mówi o wyczuciu dystrybutora.
Nie powinien wejść w ogóle tak naprawdę, bo nie ma żadnej wartości edukacyjnej, a co chyba najgorsze – jest zwyczajnie nudny.

Sonia to 9 letnia Szwedka. Do jej szkolnej klasy dołącza nowa koleżanka Celestyna – ruda, z miejsca nie lubiana. Sonia z niewyjaśnionych widzom przyczyn z miejsca postanawia spędzić swój pierwszy raz z rudą. To znaczy pierwszy raz przenocować poza własnym domem. Celestynów, jak się okazuje słusznie jest nielubiana. Nie grzeszy w każdym razie gościnnością i nawet nie pozwala koleżance spać w swoim łóżku. Co gorsza – w środku nocy znika. Osamotnioną tytułową bohaterkę czeka więc przerażająco traumatyczna noc nie we własnym domu. Za wiele pomysłów, poza gadającymi borsukami, twórcy nie mają. Może to i lepiej.
Recenzenci próbują się doszukać w tym gniocie wartości. Że go niby dobrze pokazać dzieciom świat odmienny od oczekiwań. Osobiście mam traumatyczne przeżycie z seansu Misia Coralgola, które problemami tak się przejąłem, że nawet szczęśliwy finał mnie nie udobruchał. I po 40 latach pamiętam to przeżycie. Może dlatego takiej Soni rodzicom bym nie polecał. Chyba, że sami chcą zobaczyć upadek kina dla dzieci.
Nie brak też w tym filmie rzeczy obrzydliwych. Pierdzenie psa jeszcze może ujdzie. Ale dialogi typu: „moja babcia chodzi na basen. A moja wyjmuje zęby” są wyjątkowo niesmaczne i tylko wystawiają świadectwo twórcom.
Na szczęście film ma ograniczoną dystrybucję i pewnie nawet przypadkiem trudno na niego wpaść. I całe szczęście.
Zwiastun:

Jak podobała Ci się ta recenzja?

Kliknij i oceń

Średniaocena 0 / 5. Ocena: 0

Bądź pierwszy i zagłosuj

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *