Ostatni raz tak bardzo kibicowałem czarnoskóremu w 1985 roku:
Przy okazji film ten wyjaśnia z jakiego powodu białe laski lecą na czarnych jak smoła facetów.
Pierwsza scena co prawda od razu burzy późniejszą idyllę, ale scenariusz wydaje się prosty jak konstrukcja cepa:
Rose (biała) i Chris (czarny) są ze sobą cztery (pięć miesięcy) – czas najwyższy poznać rodziców przyszłej panny młodej. Co prawda nie wiedzą o kolorze skóry wybranka serca, ale ojciec wydaje się tolerancyjny – gdyby mógł to trzeci raz głosowałby na Obamę. Chris rodzinę stracił w dzieciństwie, więc to szansa na stworzenie nowej. Ale jak coś pójdzie nie tak może liczyć jedynie na swojego, równie czarnego kumpla, pracującego w służbie kontroli pasażerów lotniczych („pierdolonej” – jak sam dodaje, czego nie raczył przetłumaczyć polski dystrybutor).
Horror, który przez długi czas horrorem nie jest. Jest za to filmem z wieloma niuansami społecznymi. Ale zwolennicy krwawej jatki też dostaną swoich kilka minut.
Znakomicie zbudowany klimat, ale nade wszystko rewelacyjne aktorstwo.
Zwiastun:

