Dankowice. Puchar w 41 stopniach
Pucharowa środa zaprowadziła Hutnika do Dankowic. Podbeskidzie z powodu wymiany murawy na swoim stadionie przeniosło spotkanie na obiekt miejscowego Pasjonata. Na trybunach sporo ludzi. Nad boiskiem bezlitosne słońce. Termometr wskazywał 41 stopni Celsjusza. W takich warunkach przyszło grać o awans do kolejnej rundy Pucharu Polski.
Już samo siedzenie na trybunie dawało w kość. Piłkarze mieli przed sobą znacznie trudniejsze zadanie. Przy tak ekstremalnej temperaturze każde przyspieszenie kosztowało więcej, mimo to Hutnik rozpoczął odważnie, chociaż w składzie dominowali młodzi piłkarze, głównie zmiennicy.
Waleczna młodość
Od pierwszych minut sporo zamieszania robił Oskar Zawada. Dwa razy przedarł się lewą stroną. Po jednej z jego akcji Krystian Lelek dostał szansę na strzał, lecz posłał piłkę poza bramkę. Chwilę później próbował sam Zawada. Tym razem Szymon Brańczyk był na posterunku.
Z upływem czasu coraz groźniejsze stawało się Podbeskidzie. Bartosz Martosz uderzył obok bramki. Dalibor Takáč trafił w słupek. Wiktor Nowak miał coraz więcej pracy, ale Hutnik trzymał wynik. Pod koniec pierwszej połowy odpowiedział Igor Gałek. Jego uderzenie zatrzymał Brańczyk.
Do przerwy 0:0. Przy 41 stopniach taki mecz stawał się także próbą wytrzymałości.
Katastrofa
Po zmianie stron obraz gry długo pozostawał otwarty. Kluczowy fragment rozpoczął się po godzinie gry. W Podbeskidziu na boisku pojawił się Krzysztof Twardosz. W Hutniku w 65. minucie doszło do pięciu zmian jednocześnie. Na murawę weszli podstawowi gracze: Oskar Kordykiewicz, Krystian Bracik, Dawid Burka, Dawid Pietruszka oraz Mateusz Sowiński. Paradoksalnie to był początek końca.
W 73. minucie gospodarze znaleźli drogę do bramki. Tōki Hirosawa dograł do Twardosza, a rezerwowy Podbeskidzia dał swojej drużynie prowadzenie.
Hutnik dostał idealną okazję do szybkiej odpowiedzi. W 76. minucie przed szansą z rzutu karnego stanął Kordykiewicz. Jeden strzał mógł przywrócić remis oraz całkowicie otworzyć końcówkę. Brańczyk wyczuł jednak kierunek uderzenia i obronił jedenastkę.
To był moment, który bolał najbardziej.
Biało-błękitno-niebiescy nadal szukali wyrównania. Próbowali Nazar Ponomarenko oraz Maksymilian Soja. Bramkarz Podbeskidzia zachował czyste konto. W 88. minucie Twardosz trafił ponownie. Debiutant gospodarzy ustalił wynik na 2:0.
Skupiamy się na lidze
Pucharowa przygoda Hutnika skończyła się więc już w rundzie wstępnej. Wynik zostawia rozczarowanie, szczególnie przez niewykorzystaną szansę na 1:1. Z Dankowic pozostanie też wspomnienie warunków, które trudno uznać za zwyczajne dla piłkarskiego spotkania. 41 stopni Celsjusza, pełne słońce, rozgrzane boisko. Piłkarze obu drużyn rozegrali w tym piekarniku cały pucharowy mecz.
Z perspektywy trybun szkoda przede wszystkim tej jednej chwili. Karny dawał Hutnikowi możliwość powrotu do gry. Zamiast wyrównania przyszła obrona Brańczyka, później drugi cios Twardosza.
Dankowice żegnamy z porażką 0:2 oraz końcem pucharowych marzeń.
Hutnik wraca do Krakowa, a po tym spotkaniu pozostaje niedosyt i wspomnienie futbolu rozgrywanego w 41-stopniowym skwarze.
















































































