ŚP Yankes

Niedzielny wyjazd do Zielonej Góry miał inny ciężar niż zwykły ligowy mecz. Kilkadziesiąt godzin wcześniej społeczność Hutnika dotknęła tragedia. W nocy z czwartku na piątek zginął Jakub, znany na trybunach jako „Yankes”, jeden z bardziej charakternych kibiców nowohuckiego klubu.

Na kameralnym stadionie Lechii, położonym tuż obok znacznie bardziej imponującego obiektu lekkoatletycznego, sektor gości wypełniła ponad setka osób. Kibiców Hutnika wspierali zaprzyjaźnieni fani z Gorzowa oraz Magdeburga. Ze względu na okoliczności doping ograniczył się do kilku przyśpiewek. Tego dnia znacznie ważniejsza od wyniku była pamięć o Yankesie.

Piłkarze Hutnika przystępowali do spotkania z beniaminkiem jako dość niespodziewany lider Betclic 2. Ligi. Pierwsza połowa pokazała jednak, że wysokie miejsce po czterech kolejkach nie było dziełem przypadku.

Po spokojnym początku z każdą kolejną minutą coraz więcej działo się pod polem karnym gospodarzy. Hutnik przejął inicjatywę, grał ofensywnie i regularnie dochodził do sytuacji strzeleckich. Do przerwy oddał osiem celnych strzałów. Problem był jeden – Jakub Bursztyn. Bramkarz Lechii rozgrywał bardzo dobre zawody. Bronił kolejne próby, a przyjezdni długo nie potrafili znaleźć sposobu na jego interwencje. W końcu zrobił to Mateusz Sowiński. Pomocnik Hutnika wykorzystał swoją okazję i dał krakowianom prowadzenie 1:0. Hutnik próbował dołożyć drugiego gola. Przewagę pokazywała również liczba stałych fragmentów. Do przerwy krakowianie mieli pięć rzutów rożnych, a przez całe spotkanie aż jedenaście. Lechia potrafiła odpowiedzieć pojedynczymi akcjami, lecz to lider wyglądał konkretniej.

Po zmianie stron obraz meczu zaczął się jednak zmieniać. Intensywność gry Hutnika spadła. Gospodarze dostali więcej miejsca, a kolejne zmiany dały im trochę świeżości. W 58. minucie w Hutniku zadebiutował Filip Laskowski, sprowadzony kilka dni wcześniej z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Jedenaście minut później Lechia wyrównała. Po akcji gospodarzy w polu karnym Rafał Ostrowski znalazł się przed nowym zawodnikiem Hutnika i wykorzystał podanie Marcina Szpakowskiego. Mateusz Mędrala nie miał wiele do powiedzenia. Gol na 1:1 podziałał na Hutnika jak sygnał do kolejnego szturmu. Krakowianie ponownie zaczęli spychać gospodarzy pod ich pole karne. Były strzały, kolejne rzuty rożne, było sporo zamieszania. Zabrakło zimnej krwi przy wykończeniu.Swoje robił też Jakub Bursztyn. Bramkarz Lechii pozostawał pewny do ostatnich minut i miał ogromny udział w tym, że punkt został w Zielonej Górze.

Do poziomu spotkania zdecydowanie nie dostosował się za to sędzia Dorian Skwara. Jego decyzje kilka razy wywoływały irytację na boisku oraz w sektorze gości. Jak na poziom centralny oczekiwania wobec arbitra mogą być większe.

Remis 1:1 pozostawia niedosyt. Hutnik stworzył więcej sytuacji, częściej trafiał w światło bramki i wykonał aż jedenaście rzutów rożnych. Przy lepszym wykończeniu z Zielonej Góry można było wracać z kompletem punktów.

Tego dnia tabela zeszła jednak na dalszy plan. Po końcowym gwizdku piłkarze, cały sztab oraz kibice stanęli wspólnie za transparentem poświęconym pamięci Yankesa. W ciszy, obok sektora, który zazwyczaj żyje przez pełne dziewięćdziesiąt minut.

Hutnik wywiózł z Zielonej Góry jeden punkt, lecz ten niedzielny wyjazd zostanie zapamiętany przede wszystkim z zupełnie innego powodu.

Jak podobała Ci się ta recenzja?

Kliknij i oceń

Średniaocena 4 / 5. Ocena: 1

Bądź pierwszy i zagłosuj

Be the first to write a review

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *